Pamiątki z Rzeszy

/ Styczeń 14th, 2011 / Rozwój

Zaskoczenie totalne.

Oglądamy sobie rodzinnie niemieckie muzeum techniki w miejscowości Speyer.

To blisko Hockenheim, więc fani Kubicy mogą przy okazji najbliższego wyścigu Formuły 1 podjechać 15 km na drugą stronę Renu i obejrzeć cuda techniki  cywilizacji zachodniej i nie tylko.

Dla kogoś, kto oglądał filmy o czasach w których niski kanclerz z czarnym wąsikiem napadał na kilka krajów jednocześnie może być niezłą bombą.

Oprócz mundurów z III Rzeszy, samolotów, dokumentów pooznaczanych swastyką i rozmaitych gadżetów, które można w Niemczech prezentować tylko w muzeach, można znaleźć w muzealnym sklepiku dużą kolekcję filmów o formacjach charakterystycznych dla tamtych czasów, jak Hitler Jugend czy Waffen SS, o dzielnych lotnikach i marszałkach polnych.

To nawet może być do pewnego stopnia zrozumiałe.  Jest potrzeba, żeby sobie naród powspominał. Tak jak u nas. Siedemdziesiąt lat po wojnie. A ludzie potrafią wspominać kto z kim walczył a z kim kolaborował.

Zainspirowało mnie to w inny sposób. Jest takie chińskie porzekadło.

„Co robi mądry człowiek jeśli chce ukryć liść? Ukryje go w lesie.

 

Co robi mądry człowiek jeśli chce ukryć liść a nie ma w pobliżu lasu?

 

Mądry człowiek zasadzi las, żeby ukryć w nim liść…”

Niemcy robią biznes na pamiątkach z okresu poszukiwania Wunderwaffe, a że prawo pozwala im to robić w muzeum to tam go robią. Strategia dobra. Jak można z tego skorzystać w Polsce?

Szybko i skutecznie. Sama strategia zakłada 2 rzeczy:

1. Zadajesz sobie pytanie czego tak naprawdę chcesz?

2. Tworzysz przyszłe konteksty, w którym możesz to zrobić najefektywniej

Dam Ci rozbudowany przykład. Może na coś wpadniesz.

Załóżmy, że masz ostrożnego księgowego, który nie chce księgować Ci wydatków poniesionych na obiad np. z kontrahentem. Samo w sobie absurdalne. Jako konsultant biznesowy i trener produkuję „czysty VAT” dla Państwa. Nie trzeba byc specjalnie lotnym, żeby wymyśleć, że jeśli spotykam sie z klientem na obiad w restauracji hotelu *****, to mogę wyprodukować większą ilość VAT niż gdybym jadł z klientem w budzie z hotdogami.

Ale Ty mimo wszystko chcesz. Jeść i brać na to faktury.

Kiedy na 100% jedzenie w restauracji może mieć związek z prowadzoną działalnością?
– kiedy  jesteś prywatnym kontrolerem jakości żywności. Możesz nawet podpisać umowę z kilkoma koncernami spożywczymi, dostawcami jedzenia,  że będziesz im co miesiąc raportował w której restauracji było dobre jedzenie a w której nie. Oni Ci mogą za to nawet dodatkowo zapłacić,

– poprzez analogię, możesz podpisać umowę z dostawcami alkoholi i degustować je do woli i wciąż brać na to faktury (!),

– kiedy zbierasz dane do przewodnika po knajpach, który zamierzasz wydać za jakiś czas,

– kiedy Twój biznes to prowadzenie dochodowej  strony internetowej na której zamieszczasz recenzje knajp,

– kiedy piszesz książkę, itd., itd.

Głupie? To nie ma być mądre, to ma działać. Prezes firmy idzie w reprezentacyjne miejsce z przyszłym klientem i ma zamawiać wodę niegazowaną czy płacić z własnej pensji za obiad? Porzućmy już fiskalizm.

Inny przykład

Ktoś chce zarabiać 3000 zł, 5000 zł, 100000 zł?

A co robi, żeby tyle otrzymywać?

Według statystyk ponad 75% nowych firm w Polsce jest zakładanych na zasadzie: „jakoś to będzie”. Bez konkretnego planu. Spotkałeś się kiedyś z oburzeniem, że ktoś chciał wziąć kredyt na biznes, a bank zażądał biznes planu? Właśnie o tym piszę. W Polsce biznesu się nie planuje. Biznes się „rozkręca”. Jak bączuś dla dziecka. Pokręci się, pokręci i pada. I znowu trzeba rozkręcać.

Czy można robić 10 000 zł  miesięcznie na sprzedaży zapałek? Można, musisz tylko dużo sprzedać.

Łatwiej  i więcej zarobisz sprzedając Ferrari. Policz.

Możesz też skomentować ten wpis na Facebooku

Dodaj komentarz