Czy zasłużyłeś?

/ Lipiec 6th, 2018 / Rozwój

Zadzwonił do mnie sympatyczny chłopak i zadał pytanie:
„Co jest ze mną nie tak? Biorę się za coś i po jakimś czasie zachowuję się jakbym sam siebie bojkotował… Chciałbym osiągnąć coś więcej, ale nie umiem. Albo robię coś i nie spodziewam się nawet efektów. Taka sztuka dla sztuki.”

Dobre pytanie, pomyślałem.

Przypomniało mi się jak 20 lat temu pojechałem na imprezę typu Juwenalia do innego miasta niż ja sam studiowałem. Spotkałem tam piękną dziewczynę. Poznaliśmy się kilka lat wcześniej. Jakiś czas się nie widzieliśmy. Przy dobrej muzyce i asyście niebezprocentowych napojów z każdą kolejną chwilą byliśmy sobą coraz bardziej zainteresowani. Coś między nami wisiało w powietrzu. Znasz to uczucie?

Naturalną konsekwencją takich akcji jest ten moment kiedy usta zbliżają się do siebie w rytmie szybciej bijących serc. Dla nas trwało to wówczas wieki. Ale w końcu się przydarzyło. I dokładnie w tym momencie kiedy miał nastąpić kulminacyjny moment, ona zapytała:
„Czy na pewno zasłużyłeś na to?”

Coś mi w tym wówczas nie grało, ale nie miałem pojęcia co.

Dopiero jakiś czas potem odkryłem co w tym jest. Coś co łączy te dwie powyższe sytuacje.

Skupmy się na przyczynach. Cofając się w czasie.

Mało kto wie, że jako dzieci wpadamy w pewną pułapkę. Tą pułapką jest nieświadome założenie, że jeśli rodzic kocha to nie może krzywdzić. Zresztą zdarza się, że sami rodzice powtarzają: „czy widziałeś kiedyś matkę/ojca, które chciałoby źle dla swojego dziecka?” Odpowiedź jest oczywista. TAK!

A jednak dziecko rzadko pomyśli w ten sposób. Z jego perspektywy cokolwiek rodzice robią to jest przejaw miłości. Dziecko prędzej obwini siebie za różne rzeczy, niż rodzica od którego jest w pełni zależne.

To sprawia, że otwiera się potężna przestrzeń do nadużyć. Często rodzice traktują dzieci jako swoją własność. Mają słuchać i bezrefleksyjnie wykonywać polecenia. Oczywiście pod ręką mając schematy nagród i kar wyniesione z własnego rodzinnego domu…

Rzadko kiedy rodzic dojdzie do wniosku, że to to samo co tresura psa. I zmieni podejście.

Różnica jest fundamentalna. Nie znam wielu udokumentowanych przypadków kiedy pies ma problemy w życiu związane z „niezasługiwaniem” (choć być może to kontrowersyjna teza, miłośników psów przepraszam za swoją możliwą ignorancję).
Ale człowiek już niestety tak. Jeśli nie miałeś bezwarunkowo miłości, szczęścia, wolności, szacunku… to wytwarza się bardzo niebezpieczna sytuacja. Bo uczucie, że nie zasługujesz wpływa na tysiące sytuacji i decyzji.

Tylko człowiek może:
– nie zasługiwać na miłość i szukać jej w przypadkowych relacjach albo bojkotować te w których jest,
– nie zasługiwać na pieniądze i brać pracę poniżej możliwości żeby się wykazać albo wstydzić się poprosić o więcej,
– nie zasługiwać na wolność i chorobliwie kontrolować innych,
– nie zasługiwać na nagrodę i odkładać rzeczy na później,
– nie zasługiwać na szczęście i szukać wszędzie tego co dołuje,
– nie zasługiwać na uznanie i przeć do zdobywania kolejnych tytułów oraz nic nie znaczącej dla niego kariery,
– nie zasługiwać na przyjaźń i obwieszać się błyskotkami albo gromadzić gadżety by chwilowo poczuć się lepszym,
– nie zasługiwać na szacunek i poniżać innych żeby chwilowo odsunąć od siebie cierpienie,
– nie zasługiwać na dobre życie i krzywdzić za to innych,
– nie zasługiwać na docenianie i „klepać biedę” żeby udowodnić sobie i światu, że nie zasługuje,
– opowiadać głupoty na temat tupetu, pychy i o ludziach zbyt pewnych siebie, żeby usprawiedliwić i przykryć własny ból „niezasługiwania”.

Taka jest przykra prawda. Dlatego twierdzę, że większość Polaków nadaje się na jakąś formę terapii, coachingu, zmiany. PRAWDZIWY ROZWÓJ. Zamiast prób jazdy z zaciągniętym hamulcem.

Nie bagatelizuj tego. Naprawdę zasługujesz na znakomite życie.

Możesz też skomentować ten wpis na Facebooku

Dodaj komentarz