Cztery miłości

/ Kwiecień 18th, 2011 / Rozwój

Miałem rok czy dwa lata temu taką zagadkę, że pytałem wszystkich spotkanych ludzi: „po co są dla ciebie związki?”.

Ci których pytałem z pewnością uśmiechają się czytając te słowa. Bo ani oni ani ja nie spodziewaliśmy się do czego to może doprowadzić. Zwłaszcza, że za pytaniem Igora podążała czysta ciekawość. Dla wszystkich może to będzie okazja do refleksji. Artykuł jest oczywiście stronniczy i wszelkie podobieństwo do osób tobie znanych ma charakter koincydentalny.

Zwłaszcza, że wyszły z tego cztery koncepcje miłości. Tak, dzięki zadawaniu dobrego pytania osiągamy razem coś zupełnie nowe jakościowo.

Poniższy tekst to przegląd najczęściej spotykanych wzorców związków i relacji, z którymi spotykamy się dzień w dzień.

Skąd to się wzięło? Przede wszystkim zdajmy sobie sprawę z tego, że na naszej ziemskiej drodze ku wyróżnianiu się z tłumu, korzystamy z wzorców, które dostaliśmy z zewnątrz. Filmy, książki, teksty muzyczne, nauczyciele, wychowanie. Każde z tych źródeł czyni naszą unikalność w jakimś sensie przewidywalną. Nie na zawsze. Gdy chodzi o związki i relacje, to tylko do końca tego artykułu.

Oto cztery miłości, których jesteś współtwórcą. Kolejność i delikatny sarkazm zamierzone.

1. Miłość = Cierpienie
Żeby kochać musisz cierpieć. Im bardziej cierpisz, tym mocniej kochasz. Dla ludzi tkwiących w tym wzorcu, robienie innym i sobie piekła z życia jest nieuświadomionym sensem istnienia. Kocha, to poczeka. Bije to znaczy, że kocha. Ożeń się, po co masz mieć lepiej niż my. Wzorzec instalowany od błogiego dzieciństwa. Silnie związany z poczuciem winy. Nie mają pomysłu na związek, to wsadzą sobie w przyszłość dziesiątki oczekiwań. Że będzie wierna, zapełni lodówkę, poda szklankę wody na łożu śmierci, nie będzie się oglądał za innymi, zapewni bezpieczeństwo, po prostu będzie, a jak nie to przywitam go gdy wróci z cierpieniem na twarzy i ugotowaną awanturą, że wypierze, zawiezie dziecko do szkoły, umyje mi samochód, najlepiej niech sam się domyśli wszystkiego, przecież kocha, więc jeśli się nie domyśli, to niech cierpi, sam jest sobie winny, niech kocha moją mamusię.

Literatura i filmy dostarczają setki tysięcy potwierdzeń tego wzorca. Czemu zatem nie skorzystać? Przecież inni też tak mają.

2. „I żyli długo i szczęśliwie”
Brak pomysłu na związek? Ślub był celem w samym sobie?
No tak, przecież każda dobra książka i romantyczny film kończą się ślubem. A co jest potem?
Jak to co? Nuda. Pewnym urozmaiceniem może być wzorzec numer 1. Zamiast nudy cierpienie. Przynajmniej jakaś rozrywka zamiast obojętności.

3. Miłość = Niezależność
Popularyzujący się coraz mocniej wzorzec „friends with benefits”, czyli jaja z niespodzianką. On i ona w obawie przed zaangażowaniem lub z chęci poznania czegoś innego niż dotąd, chcą być niezależni. Spotykają się od czasu do czasu. Wybuchają namietnością lub sprowadzają relację do techniki. Paradoks takiej relacji sprowadza się do jednostronnych lub obustronnych oczekiwań, że tak będzie zawsze. Że zawsze będą tylko przyjaciółmi, że nie posuną się poza wytyczoną granicę. Podobnie jak w zwykłym związku z oczekiwaniami, że będą się kochać zawsze, tu oczekują czegoś pozornie odwrotnego. Obecny sezon filmowy dostarczy mnóstwo filmów na ten temat. Jaja zaczynają się w chwili, gdy jedna ze stron zacznie oczekiwać więcej. Albo kończy to związek, albo przekształca się w któraś z niemądrych relacji numer 1 lub 2. Ze szczyptą fantazji może to przejść do wzorca numer 4.

Wzorce od 1 do 3 spełniają rolę swoistej terapii dla par.
Żeby przejść do wzorca numer 4 potrzebny jest związek z prostytutką (dla facetów) i chorobliwie niewiernym facetem (dla kobiet). Chyba, że znasz szybsze metody nauczenia się pełnej akceptacji i brania życia na wesoło.

4. Miłość. Jesteśmy razem by realizować swoje indywidualne cele i wspierać się w ich realizacji. Możemy mieć też wspólne cele, jeśli oboje tego chcemy.
Niespotykane w dziełach książkowych i filmowych.
Konieczna kreatywność, dobry humor, wyłączenie oczekiwań.

Wspieranie się w tej relacji jest opcją, a nie koniecznością.

Inaczej mówiąc to jest dobry moment, żeby uświadomić sobie że najdoskonalszym związkiem jest ten samego siebie z samym sobą. Jeśli jest przy tobie czasem druga uśmiechnięta osoba, przy której kiedy budzisz się czujesz podziw i radość, że możesz z nią teraz być i jeżeli ta druga osoba to samo czuje kiedy wcześniej od ciebie otwiera oczy, to znaczy że jesteście na dobrej drodze by dalej realizować się w miłości numer 4.

Co może zniszczyć tę miłość? Pewnie nic. Bo jeśli nawet on lub ona odejdzie by realizować się z kimś innym to też poczujesz radość, że możecie być szczęśliwi, tym razem osobno.

Oczywiście możesz też wsadzić w związek oczekiwanie że będzie z tobą zawsze, do grobowej deski i z łatwością pogrążyć się w byciu ofiarą wzorca numer 1. Duża różnica między 4 a 1 miłością jest taka, że jedyny plan na przyszłość jedynek to szklanka wody przed śmiercią. Czwórki planują o wiele więcej. I przeważnie pozytywy.

Jakie oczekiwania wyłączyć? Wszystkie lub większość. Ideałów nie ma, ale sam sobie odpowiedz sam sobie na pytanie czy jesteś już gotowy na to żeby kochać ludzi bez względu na to z kim sypiają, przebywają czy aktualnie rozmawiają. Jeśli chcesz mieć dalej oczekiwania, to tak też jest OK. Tyle że nadal będziesz tkwić w ofiarnym wzorcu. I żeby nie było, że nie mówiłem.

Ostatnie przy tej okazji pytanie brzmi. Czy zrobisz cokolwiek co powstrzyma drugą osobę przed byciem w pełni szczęśliwą? Jeśli tak, to przygotuj się na bardzo ograniczony model własnego szczęścia.

Odkrywaj i daj znać.

Możesz też skomentować ten wpis na Facebooku

Dodaj komentarz