Przyjaźń

/ Luty 1st, 2013 / Rozwój

dancing-girlsPomyślałem dziś o przyjaźni. Arystoteles uznawał ją za jedną z cnót. Twierdził także, że istnieją różne: idealne oraz związane z realizacją celów, jak użyteczność czy przyjemność. Podobno decyzję o przyjaźni z kimś podejmujemy często już w ciągu pierwszych minut po pierwszym kontakcie. Choć może ona dojrzewać przez jakiś czas.

Zastanowiło mnie natomiast pojęcie przyjaźń idealna. Z pewnością wielu z nas ma jakieś o niej pojęcie. Możemy wierzyć, że prawdziwych przyjaciół można mieć co najwyżej kilku. Albo jednego, sprawdzonego. Być może zdarzało nam się, że stworzyliśmy kilka rozczarowań w życiu, kiedy okazywało się, że ktoś kogo mieliśmy za przyjaciela, „zdradził” nas i odszedł. Zdrada to ciekawe słowo, które oznacza przeważnie tylko tyle, że ktoś nie spełnił naszych oczekiwań.

Najlepiej to unaoczni zasłyszana wymiana zdań między dużymi samcami alfa w dresach na peronie kolejki podmiejskiej. Wyższy z nich  ze śmiertelnie poważną miną oświadczył niższemu koledze: „to k… zdrada, ona już trzeci raz w tym miesiącu nie zrobiła obiadu na mój powrót do domu z tyry”.

Mój dobry znajomy twierdzi, że prawdziwa przyjaźń jest wtedy, kiedy gotowi jesteśmy przemierzyć setki kilometrów nie bacząc na trudności i przeszkody, żeby tylko komuś pomóc. Jeśli dzieje mu się krzywda. W języku polskim istnieją sentencje o przyjaźni odnoszące się do raczej skomplikowanych lub negatywnych sytuacji.

„Żeby kogoś bliżej poznać, trzeba z nim beczkę soli zjeść” (i bynajmniej nie chodzi o ryby)

„Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”

O to jest ciekawe. Zastanówmy się jakie to daje efekty. Hmm… Jeśli ktoś nie postrzega się za biednego, to wierząc w powyższe przysłowie/przekonanie, będzie nieufny w stosunku do nowo poznawanych ludzi wykonujących przyjacielskie gesty… No bo jaki on ma w tym interes, że się do mnie uśmiecha!?

Dodatkowo ukryta jest w przysłowiu motywacja ściągająca Cię w dół finansowo. Bo jeśli cenisz sobie przyjaźń, to nie masz szans stać się zamożnym człowiekiem, bo wtedy wiadomo, że to nie jest etap na poznawanie przyjaciół… A kiedy zbiedniejesz… O, wtedy to Ci wokoło to prawdziwi przyjaciele. Taaa… Czujesz marcepanowo – słodko – kwaśny zapach absurdu?
Kiedyś spotkałem jegomościa, który twierdził że nie ma zamiaru być zamożniejszym człowiekiem, bo nie chce żeby jego kobieta była z nim dla pieniędzy. Ktoś inny twierdził, że nie wzbogaci się, bo wówczas otoczą go hieny. Ha… Jeśli ktoś postrzega siebie dodatkowo jako łatwowiernego, to w koktajlu z przekonaniem o „prawdziwych przyjaciołach w biedzie” masz patent sternika przez wiecznie ciężkie czasy.

Równie ciekawe jest przekonanie, że najbardziej potrafią nas zranić bliskie osoby (bo kiedy ktoś jest daleko to nie za bardzo ma jak).

W związku z tym porzucamy normalne relacje oparte na chemii, zaangażowaniu, miłych gestach na rzecz… posiadania setek znajomych na Facebooku, z którymi będziemy lajkować sobie dumny zakup nowej kanapy czy trzepaczki do wykładzin. A zarazem brać do siebie komentarze na naszym profilu jakiegoś ćwoka, którego nigdy nie poznaliśmy osobiście, a znajduje się w gronie naszych przyjaciół na Fejsie, bo kolekcjonuje tam znajomych ze względu na trudnienie się sprzedażą zatyczek do nosa w sprzedaży bezpośredniej i szuka tam klientów oraz popularności.
Poruszyła mnie obserwacja ludzi, którzy wraz z wiekiem stają się coraz mnie zaangażowani w przyjaźnie i relacje. Bo to może oznaczać w ich wykonaniu kompletnie jałowe emocjonalnie życie. Lubię natomiast patrzeć na ludzi potrafiących się co 2 tygodnie zakochiwać, mimo 60 lat na karku.

A co dla mnie oznacza przyjaźń? Brak oczekiwań i pełną akceptację. Szacunek polegający na tym, że jeśli ktoś jest moim przyjacielem to powie mi jeśli robię głupoty. Tak między oczy. Nawet nie w historyjce. Autentyczne zaangażowanie. I żeby było całkiem jasne, można mieć wielu przyjaciół.

Najukochańsza w tym momencie definicja odróżniająca przyjaciela od całej reszty to taka, że kiedy on dzwoni do Ciebie to uśmiechasz się i już cieszysz na tę rozmowę zamiast rzucać ciche lub głośne „o ja pierd….” lub inną niepozytywną reakcję stosownie do twego temperamentu.

Jedni i drudzy, odezwijcie się i dajcie znać z jakim nastawieniem odbieracie ode mnie telefony 🙂

Dla mnie przyjaźń oznacza zaangażowanie i gotowość do niego. Nie muszę być blisko przez cały czas, ale czuję więź. Najdłuższa przerwa w moich przyjacielskich kontaktach trwała 18 lat. Ale kiedy spotkaliśmy się ponownie, mieliśmy wrażenie, że nie widzieliśmy się raptem tydzień.

Arystoteles pisał o przyjaźni idealnej. Kiedyś oznaczało to przyjaźń jako wartość samą w sobie. A jak jest dziś? Zaproponuję zabawę słowem. Potraktujmy słowo „idealna” nie jako doskonała, a bardziej jako „będąca nośnikiem idei”, czyli pomysłu. A może nawet pomysłowości. Ergo.  Przyjaźń idealna, to dla mnie przyjaźń z pomysłem, pomysłowa. Szukająca nowych kontekstów i znaczeń.

A zatem od dziś poza zaangażowaniem i chemią od dziś przyjaźń dla mnie to także w pełni uświadomioną pomysłowość.

Możesz też skomentować ten wpis na Facebooku

1 komentarz do “Przyjaźń”

  1. petephu pisze:

    „Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie” – jak sądzę nie chodzi tu jednak o „biedę” w sensie braku lub niewielkiej ilości środków materialnych. Raczej tragedię, która może wydarzyć się w życiu.

Dodaj komentarz