My

/ Maj 31st, 2017 / Ciekawe, Rozwój

W trakcie świeżo odbytej rozmowy z pewnym sympatycznym gościem przyszedł mi do głowy pomysł na to, jak łatwo odróżnić ludzi wnoszących coś do Twojego życia od całej reszty.

Jesteś zapewne świadom, że „z kim przestajesz takim się stajesz”… Zarabiasz tyle kasy co średnio Twoich 5 najbliższych znajomych.  Jeśli chcesz być w czymś naprawdę dobry to otaczaj się ludźmi, którzy są lepsi. I tak dalej.

Nie jesteś „samotną wyspą”. W jakiś sposób jesteś produktem ludzi, którymi się otaczasz.
Zgadza się? Jeśli tak to czytaj dalej. Tekst jest krótki lecz treściwy.

Pracując czasem z przedsiębiorcami słyszę pytania o ludzi. Jak dobierać tych właściwych. Jak uniknąć wpadek.
Biorąc pod uwagę, że jednym z najbardziej newralgicznych momentów jest dobranie człowieka do zespołu, pytanie zasadne. A nawet bardzo.

I tu dochodzimy do perspektywy MY.

Wyobraź sobie, że widzisz w domu stertę niepozmywanych naczyń. Tu zapewne część osób zakasa rękawy i zrobi co jest do zrobienia. Część wejdzie w negocjacje ze sobą typu: „No przecież ja to robiłem przez 3 ostatnie dni. Teraz on/ona powinna to zrobić”.

Która osoba patrzy przez MY a która przez JA?

Już wiesz?

Praktyka pokazuje, że ludzie osiągający sukcesy w życiu potrafią umiejętnie balansować między MY a JA.

Problem w tym, że w naszym kraju/świecie/otoczeniu roi się od egoistów funkcjonujących wyłącznie poprzez JA.

Idę ulicą. Ktoś naprzeciwko mnie zarabia pieniądze w naprawdę uciążliwy sposób. Rozdaje ulotki.
Chciałbyś coś takiego robić? Ja nie.

Weźmiesz od niego ulotkę? Nie ma kompletnie znaczenia, że on „chce mi coś sprzedać”, „nie jestem zainteresowany”, „robi to nieumiejętnie” (co często jest namacalnym faktem). Prosta sprawa: coś co zupełnie nie wymaga wysiłku z twojej strony a dla niego/dla niej jest ważne. Bo w ten sposób zarabia pieniądze.

Ludzie wnoszący coś do swojego otoczenia są na wagę złota.

Czasem możesz mieć słabszy dzień. Dobrze jest wokół siebie mieć ludzi, którzy bezinteresownie dodadzą otuchy. Zmienią nastrój. Opowiedzą dowcip. To osoby, które mają nabytą inteligencję socjalną. Polegającą na tym, że oferują coś dla swojego otoczenia.

Nie napiszę, że bezinteresownie. Bo kiedy ktoś mi mówi, że coś robi bezinteresownie dla świata… to zapala mi się światło ostrzegawcze. Wzorem milicjanta z filmu „Miś” wydałbym sobie polecenie: „sprawdzić czy nie kłamca”.

Raz w życiu spotkałem gościa, który zapytany o cokolwiek dotyczącego biznesu który prowadził odpowiadał: „moim ludziom to odpowiada”, „robimy tak żeby ludzie skorzystali”, „naszym zadaniem jest ułatwiać im życie”. Rozumiesz? Wszystko co robił i myślał miało związek z perspektywą MY. Zgadnij czy odnosi sukcesy…

Czasem w polskich firmach widzę ludzi zachowujących się jak na pańszczyźnianym folwarku. Bohaterstwem jest udawać, że się pracuje, wynieść coś z firmy, oszukać „Pana/Właściciela”. Dla zbilansowania emocjonalnego takich zachowań ukuto termin „krwiożerczy kapitalista”.

Ale najgorsze z możliwych w zespole jest myślenie: „moje stanowisko to ja”.
Ktoś się pomylił? Jego problem nie mój.
Spóźnimy się z projektem? Ja swoje zrobiłem.
Klient narzeka na produkt? Ooo… to nasz dział sprzedaży wcisnął coś takiego.

A gdyby tak przyjąć perspektywę MY. I włączyć wszystkich dookoła.
Zadać sobie pytanie: „Jak moglibyśmy razem skorzystać/znaleźć rozwiązanie?”

Podsumowując.

Dawaj od siebie więcej niż wydawało Ci się, że możesz.

O krajowej polityce nie chce mi się dużo gadać, bo to drażliwy temat w Polsce.
Jednak końcowy przykład pochodzi stamtąd.

Część ludzi wkurza się na polityków, że oni przez My rozumieją siebie albo co najwyżej własny obóz polityczny.
Wygląda na to, że być może denerwujący się ludzie zobaczyli coś ważnego dla siebie w tym lustrze…

Gotowi na MY?

Możesz też skomentować ten wpis na Facebooku

Dodaj komentarz