Aklimatyzacja w Polsce

/ Maj 6th, 2016 / Rozwój

UKIGGYPrzyjaciel przysłał mi kiedyś maila z dowcipem.
„Tata robaczek i syn robaczek.
Synek pyta tatę:
– Tatusiu robaczkowy, a czy moglibyśmy mieszkać w jabłuszku?
– Tak, synku robaczkowy.
– A tatusiu, czy my moglibyśmy mieszkać w śliweczce?
– Tak, synku robaczkowy.
– Tatusiu, tatusiu, a czy my moglibyśmy mieszkać w brzoskwince?
– Tak, synku robaczkowy.
– Tatusiu, to czemu my wciąż żyjemy w tym gównie?
– Wiesz, synu. Jest takie pojęcie: ojczyzna…”

Oczywiście są tematy, z których w Polsce nie wypada się śmiać. Urodziliśmy się z tym „nie wypada”. Prosty dowcip, a wywołuje we mnie różne skrajnie różne emocje. A w Tobie?

Zacytowałem go, bo 2 dni temu wróciłem z pracy zagranicą. Organizowałem wyjazd grupy wspaniałych ludzi do Maroka. Chodziliśmy po górach, surfowaliśmy w Atlantyku, skakaliśmy ze skałek do wody, odwiedzaliśmy mało dostępne miejsca. Mocno energetyzujący wyjazd.

„Nieszczęśliwie” w drodze powrotnej przejeżdżaliśmy przez Londyn. Mieliśmy tam okazję spotkać Polaków, którzy są mili, sympatyczni, weseli. A mi przyszła do głowy myśl, że ci sympatyczni i fajni wyjeżdżają. Bo? Nie mogą już więcej znieść przebywania w kraju, który kochają bo w nim się urodzili i jednocześnie go nie cierpią.

Są na emigracji i coś tam przebąkują, że kiedyś wrócą… To tak jakbym słyszał ludzi w Polsce, którzy mówią: „kiedyś może założę swoją firmę”. I nigdy tego nie robią. Większość nigdy nie wróci.

Wędrówki po londyńskim Camden Town dały nam znowu skrajnie różne emocje. Od zachwytów ludźmi wielu narodowości i pysznym żarciem po smutek z refleksją… Jak to zrobić, żeby w Polsce też tak było. Jesteśmy jako kraj cywilizacyjnie w czarnej d… I nie jest to zasługa tego czy innego rządu. Raczej tego, że chcielibyśmy bo to rząd coś za nas zmienił. No i systemu.

Na przylot do Polski ubrałem się w wełnianą berberyjską kurtkę. Z zarostem i opalenizną wyglądałem jak Arab. Funkcjonariusz straży granicznej nie uwierzył od razu kiedy pokazałem polski paszport. Kontrola trwała zdecydowanie dłużej niż innych. A mnie naszła kolejna refleksja.

Co jest do cholery z nami nie tak jako społeczeństwem? Nawet imigranci stąd uciekają.
A my? Czego się boimy? Że nam pracę zabiorą? Co za bzdura. Aż tak nisko się cenimy? A może boimy się że okażą się lepsi? Sumienni, pracowici, nie będą narzekać tylko cenić to, co mają. A może nie bylibyśmy w stanie znieść tego, że oni w końcu się zasymilują i zobaczymy w ludziach o innym kolorze skóry swoje najgorsze cechy?

Wczoraj ruszyłem samochodem postawionym w miejscu, które nie spodobało się komuś. Coś chrupnęło z tyłu.
To jakiś bliźni wsadził wielki kamień pod tył samochodu. Całe szczęście ruszałem wolno. Bez komentarza.

Jak to się dzieje, że kiedy idziesz do knajpy w Londynie to obsługujący Cię Polak co jakiś czas sypnie żartem, zadba o Ciebie, sprawi żebyś poczuł się dobrze. W tym samym czasie inny Polak, w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu zrobi łaskę klientowi z samego podejścia do stolika. Bo robi łaskę, że pracuje. Przecież winny jest właściciel knajpy, że mało płaci. Właściciel mało płaci bo winny jest personel bo słabo pracuje. I rząd bo warunki prowadzenia firmy są słabe.
Rząd wini ludzi, że oszukują na podatkach. Z wzajemnością. I tak dalej.

Jeszcze kilka dni i się przystosuję. Znowu, cholera.

Tymczasem bardzo staram się być wdzięczny za to, co mam.

A czy moglibyśmy mieszkać w jabłuszku?

No dobra, już dobra. Przystosuję się.

Możesz też skomentować ten wpis na Facebooku

Dodaj komentarz