My Writing. My Thoughts

Chcę to robić! W międzyczasie czy poprzez czas?

/ Wrzesień 21st, 2017 / Jeszcze brak komentarzy » / Rozwój

To nie jest artykuł do przeczytania pomiędzy kęsami nawet najpyszniejszej kanapki.

Lepiej zrobić czas na spokojne czytanie i dać sobie przyzwolenie na odkrywanie co w tym jeszcze będziesz znajdować.

Jest bardzo serio i bardzo ważny.

Inspiracja przyszła z kolejnego spotkania z Chris Hall. Moją Mistrzynią. Właśnie była po raz ostatni w Polsce.

Szczerze to napiszę, że jeżeli nie masz zrobionego żadnego NLP do tej pory, to możesz mieć kłopot ze zrozumieniem.
Bo jest to dość zaawansowane NLP.

Tak czy tak. Do dzieła!
Kontynuuj czytanie

Co cię nie zabije?

/ Lipiec 27th, 2017 / Jeszcze brak komentarzy » / Ciekawe, Rozwój

…to cię wzmocni. Głosi stara prawda. A jak my się zachowujemy?

MY? Kogo mam na myśli… Ludzi w cywilizacji zachodniej (europejskiej). Czyli także umiejących odczytać te słowa.

Wybrałem się z córkami do papugarni. Miejsce różnokolorowe, kilkaset ptaków, trzepot skrzydeł,  paleta pisków, śmiechów i wrzasków. Ale na wejściu przywitało nas kilka komentarzy przewrażliwionych rodziców:

  • co za trauma
  • to przecież niebezpieczne
  • a co by było gdyby komuś ta papuga odgryzła ucho
  • miało być tak fajnie…

I tak mi to się jak zwykle zgrało z nierealnym pragnieniem tzw. bezpieczeństwa. Mówić i pisać o tym można godzinami. Odświeżę go za chwilę niedawną refleksją.

Żyjemy w świecie totalnego marketingu. Na każdym kroku masz „robioną głowę” jak to jest źle i niebezpiecznie. Dzięki temu łatwiej łatwiej ludziskom wciskać kit. Tabletki na pogodę. Pisemka i poradniki z różnymi uzdrawiającymi życie receptami. Wspaniałe diety pod wspólnym tytułem: „cud jeśli schudniesz”.

Teraz uważaj. Moja dieta jest w 90% wegańska. Bo czuję, że dla mnie to fajnie działa. Zostawiam przestrzeń na inne wynalazki. Choć aktualnie od kilku miesięcy kompletnie nie piję alkoholu, kawy. Nie stosuję też żadnych innych używek.

Nie robię tego z obawy przed byciem zabitym przez cholesterol. Nie boję się też uśmiercenia przez gluten czy orzeszki ziemne.

Robię tak bo zauważyłem:

  • że jaśniej mi się myśli
  • jestem bardziej kreatywny i pomysłowy
  • znacznie lepiej śpię
  • mam więcej energii
  • moje ciało wysyła mi sygnały wdzięczności
  • mam zdecydowanie lepsze samopoczucie
  • mój umysł codziennie reaguje z podekscytowaniem na aktywności poza domem.

Ktoś mógłby wyczytać parę wierszy wyżej moje naigrywanie się z alergii (gluten, itp.)
W życiu. Podobnie jak nie zakwestionuję grawitacji. Ale po to wymyśliliśmy samolot, żeby wznieść się wyżej.

Po to mamy umysł by z takimi sprawami sobie radzić.
Alergia to nieświadoma reakcja na to, że w twoim otoczeniu coś nie działa.
A twoja podświadoma głowa komunikuje to w jedyny sposób jaki potrafi.

Czytałem ostatnio serię książek o drugiej wojnie światowej. Lata do tego nie sięgałem, ale poczytałem sobie o obozach koncentracyjnych. Zwłaszcza o tym co naziści robili tam ludziom. Katowanie, wyrywanie paznokci, przypalanie żywcem, tortury przechodzące wszelkie pojęcie. Nawet nie na pograniczu zwątpienia w gatunek ludzki.

I pojawiła mi się taka refleksja, by zachęcać ludzi do czytania o najczarniejszych momentach naszej historii.
Mam w tym swoje ukryte zamierzenie.

Bo jeśli poczytamy sobie o wprost nieludzkich torturach i traktowaniu przez jakie przechodzili ludzie. I potrafili przeżyć. To wreszcie odpuścimy sobie mało wnoszącą do życia wiarę, że zabije nas gluten czy cholesterol.

Każdy z nas jest unikalny i indywidualny. Żyj i bądź szczęśliwy biorąc za swoją prawdę to, co działa.

My

/ Maj 31st, 2017 / Jeszcze brak komentarzy » / Ciekawe, Rozwój

W trakcie świeżo odbytej rozmowy z pewnym sympatycznym gościem przyszedł mi do głowy pomysł na to, jak łatwo odróżnić ludzi wnoszących coś do Twojego życia od całej reszty.

Jesteś zapewne świadom, że „z kim przestajesz takim się stajesz”… Zarabiasz tyle kasy co średnio Twoich 5 najbliższych znajomych.  Jeśli chcesz być w czymś naprawdę dobry to otaczaj się ludźmi, którzy są lepsi. I tak dalej.

Nie jesteś „samotną wyspą”. W jakiś sposób jesteś produktem ludzi, którymi się otaczasz.
Zgadza się? Jeśli tak to czytaj dalej. Tekst jest krótki lecz treściwy.

Pracując czasem z przedsiębiorcami słyszę pytania o ludzi. Jak dobierać tych właściwych. Jak uniknąć wpadek.
Biorąc pod uwagę, że jednym z najbardziej newralgicznych momentów jest dobranie człowieka do zespołu, pytanie zasadne. A nawet bardzo.

I tu dochodzimy do perspektywy MY.

Wyobraź sobie, że widzisz w domu stertę niepozmywanych naczyń. Tu zapewne część osób zakasa rękawy i zrobi co jest do zrobienia. Część wejdzie w negocjacje ze sobą typu: „No przecież ja to robiłem przez 3 ostatnie dni. Teraz on/ona powinna to zrobić”.

Która osoba patrzy przez MY a która przez JA?

Już wiesz?

Praktyka pokazuje, że ludzie osiągający sukcesy w życiu potrafią umiejętnie balansować między MY a JA.

Problem w tym, że w naszym kraju/świecie/otoczeniu roi się od egoistów funkcjonujących wyłącznie poprzez JA.

Idę ulicą. Ktoś naprzeciwko mnie zarabia pieniądze w naprawdę uciążliwy sposób. Rozdaje ulotki.
Chciałbyś coś takiego robić? Ja nie.

Weźmiesz od niego ulotkę? Nie ma kompletnie znaczenia, że on „chce mi coś sprzedać”, „nie jestem zainteresowany”, „robi to nieumiejętnie” (co często jest namacalnym faktem). Prosta sprawa: coś co zupełnie nie wymaga wysiłku z twojej strony a dla niego/dla niej jest ważne. Bo w ten sposób zarabia pieniądze.

Ludzie wnoszący coś do swojego otoczenia są na wagę złota.

Czasem możesz mieć słabszy dzień. Dobrze jest wokół siebie mieć ludzi, którzy bezinteresownie dodadzą otuchy. Zmienią nastrój. Opowiedzą dowcip. To osoby, które mają nabytą inteligencję socjalną. Polegającą na tym, że oferują coś dla swojego otoczenia.

Nie napiszę, że bezinteresownie. Bo kiedy ktoś mi mówi, że coś robi bezinteresownie dla świata… to zapala mi się światło ostrzegawcze. Wzorem milicjanta z filmu „Miś” wydałbym sobie polecenie: „sprawdzić czy nie kłamca”.

Raz w życiu spotkałem gościa, który zapytany o cokolwiek dotyczącego biznesu który prowadził odpowiadał: „moim ludziom to odpowiada”, „robimy tak żeby ludzie skorzystali”, „naszym zadaniem jest ułatwiać im życie”. Rozumiesz? Wszystko co robił i myślał miało związek z perspektywą MY. Zgadnij czy odnosi sukcesy…

Czasem w polskich firmach widzę ludzi zachowujących się jak na pańszczyźnianym folwarku. Bohaterstwem jest udawać, że się pracuje, wynieść coś z firmy, oszukać „Pana/Właściciela”. Dla zbilansowania emocjonalnego takich zachowań ukuto termin „krwiożerczy kapitalista”.

Ale najgorsze z możliwych w zespole jest myślenie: „moje stanowisko to ja”.
Ktoś się pomylił? Jego problem nie mój.
Spóźnimy się z projektem? Ja swoje zrobiłem.
Klient narzeka na produkt? Ooo… to nasz dział sprzedaży wcisnął coś takiego.

A gdyby tak przyjąć perspektywę MY. I włączyć wszystkich dookoła.
Zadać sobie pytanie: „Jak moglibyśmy razem skorzystać/znaleźć rozwiązanie?”

Podsumowując.

Dawaj od siebie więcej niż wydawało Ci się, że możesz.

O krajowej polityce nie chce mi się dużo gadać, bo to drażliwy temat w Polsce.
Jednak końcowy przykład pochodzi stamtąd.

Część ludzi wkurza się na polityków, że oni przez My rozumieją siebie albo co najwyżej własny obóz polityczny.
Wygląda na to, że być może denerwujący się ludzie zobaczyli coś ważnego dla siebie w tym lustrze…

Gotowi na MY?

Jeżyk i przyjaciele

/ Maj 24th, 2016 / Jeszcze brak komentarzy » / Metafory, Rozwój

Dawno, dawno temu… W olbrzymim lesie urodził się jeżyk. Nim zaczął samodzielnie myśleć, wielki las fascynował go i przerażał. Fascynowało go jak wiele rzeczy dzieje się wokoło, o których nie miał pojęcia. Przerażało go, kiedy mieszkańcy tego lasu walczyli ze sobą i zjadali siebie nawzajem. Rodzice powtarzali mu często, żeby na siebie uważał. „Nigdy nie wiadomo, co może ci się przytrafić z rąk obcych” – mówili. Nie rozumiał tego. Ale czuł że w tym lesie coś się dzieje niedobrego.

Dorastał i mądrzał. Zaczął myśleć i w tym upatrywał szansy na zmianę sytuacji w olbrzymim lesie. Marzył, że kiedyś będzie tak mądry, że przekona wszystkich do zaprzestania walki. Nie spał nocami i wyobrażał sobie jak to będzie pięknie kiedy już wszystkie zwierzęta będą się kochać i szanować. Miał już wtedy kilkoro przyjaciół. Ptaki, niedźwiedzie, jelenie, szczury, myszy, lisy, a także inne jeże. Dbał o nie jak tylko potrafił. Żeby przekonać je do częstszego spotykania się, zwykle miał dla nich jakiś prezent. Inne zwierzęta odwzajemniały czasem jego dbanie i też dawały mu prezenty. Był wówczas wniebowzięty. Nie patrzył na to, że prezenty zwykle dostawał od nich na urodziny. Ten raz w roku w zupełności przekonywał go, że także inni o niego dbają. Pokochał swoje urodziny i celebrował je mocno. Nie mógł się ich doczekać.
Kontynuuj czytanie

Aklimatyzacja w Polsce

/ Maj 6th, 2016 / Jeszcze brak komentarzy » / Rozwój

UKIGGYPrzyjaciel przysłał mi kiedyś maila z dowcipem.
„Tata robaczek i syn robaczek.
Synek pyta tatę:
– Tatusiu robaczkowy, a czy moglibyśmy mieszkać w jabłuszku?
– Tak, synku robaczkowy.
– A tatusiu, czy my moglibyśmy mieszkać w śliweczce?
– Tak, synku robaczkowy.
– Tatusiu, tatusiu, a czy my moglibyśmy mieszkać w brzoskwince?
– Tak, synku robaczkowy.
– Tatusiu, to czemu my wciąż żyjemy w tym gównie?
– Wiesz, synu. Jest takie pojęcie: ojczyzna…”

Oczywiście są tematy, z których w Polsce nie wypada się śmiać. Urodziliśmy się z tym „nie wypada”. Prosty dowcip, a wywołuje we mnie różne skrajnie różne emocje. A w Tobie?

Zacytowałem go, bo 2 dni temu wróciłem z pracy zagranicą. Organizowałem wyjazd grupy wspaniałych ludzi do Maroka. Chodziliśmy po górach, surfowaliśmy w Atlantyku, skakaliśmy ze skałek do wody, odwiedzaliśmy mało dostępne miejsca. Mocno energetyzujący wyjazd.

„Nieszczęśliwie” w drodze powrotnej przejeżdżaliśmy przez Londyn. Mieliśmy tam okazję spotkać Polaków, którzy są mili, sympatyczni, weseli. A mi przyszła do głowy myśl, że ci sympatyczni i fajni wyjeżdżają. Bo? Nie mogą już więcej znieść przebywania w kraju, który kochają bo w nim się urodzili i jednocześnie go nie cierpią.

Są na emigracji i coś tam przebąkują, że kiedyś wrócą… To tak jakbym słyszał ludzi w Polsce, którzy mówią: „kiedyś może założę swoją firmę”. I nigdy tego nie robią. Większość nigdy nie wróci.

Wędrówki po londyńskim Camden Town dały nam znowu skrajnie różne emocje. Od zachwytów ludźmi wielu narodowości i pysznym żarciem po smutek z refleksją… Jak to zrobić, żeby w Polsce też tak było. Jesteśmy jako kraj cywilizacyjnie w czarnej d… I nie jest to zasługa tego czy innego rządu. Raczej tego, że chcielibyśmy bo to rząd coś za nas zmienił. No i systemu.

Na przylot do Polski ubrałem się w wełnianą berberyjską kurtkę. Z zarostem i opalenizną wyglądałem jak Arab. Funkcjonariusz straży granicznej nie uwierzył od razu kiedy pokazałem polski paszport. Kontrola trwała zdecydowanie dłużej niż innych. A mnie naszła kolejna refleksja.

Co jest do cholery z nami nie tak jako społeczeństwem? Nawet imigranci stąd uciekają.
A my? Czego się boimy? Że nam pracę zabiorą? Co za bzdura. Aż tak nisko się cenimy? A może boimy się że okażą się lepsi? Sumienni, pracowici, nie będą narzekać tylko cenić to, co mają. A może nie bylibyśmy w stanie znieść tego, że oni w końcu się zasymilują i zobaczymy w ludziach o innym kolorze skóry swoje najgorsze cechy?

Wczoraj ruszyłem samochodem postawionym w miejscu, które nie spodobało się komuś. Coś chrupnęło z tyłu.
To jakiś bliźni wsadził wielki kamień pod tył samochodu. Całe szczęście ruszałem wolno. Bez komentarza.

Jak to się dzieje, że kiedy idziesz do knajpy w Londynie to obsługujący Cię Polak co jakiś czas sypnie żartem, zadba o Ciebie, sprawi żebyś poczuł się dobrze. W tym samym czasie inny Polak, w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu zrobi łaskę klientowi z samego podejścia do stolika. Bo robi łaskę, że pracuje. Przecież winny jest właściciel knajpy, że mało płaci. Właściciel mało płaci bo winny jest personel bo słabo pracuje. I rząd bo warunki prowadzenia firmy są słabe.
Rząd wini ludzi, że oszukują na podatkach. Z wzajemnością. I tak dalej.

Jeszcze kilka dni i się przystosuję. Znowu, cholera.

Tymczasem bardzo staram się być wdzięczny za to, co mam.

A czy moglibyśmy mieszkać w jabłuszku?

No dobra, już dobra. Przystosuję się.